Konto i mieszkaniowy

Od lat mieszkam w bloku z tak zwanej wielkie płyty. Jest to niewielkie dwupokojowe mieszkanie z ciemna kuchnią. Tak właśnie przed laty budowano mieszkania dla klasy robotniczej. Budowano jak najwięcej, jak najmniejszym kosztem, ale wykonanie i jakość tych mieszkań nie miała wówczas dla ówczesnej władzy wielkiego znaczenia. Peerelowski system zawsze szedł w bylejakość. Byle jak się pracowało, byle jak zarabiało i byle jak się żyło.

Dlaczego zatem z sentymentem ludzie mojego wieku wspominają tamten okres? Być może dlatego, że kojarzy się nam z przemijającą młodością. Pamiętam jak odbieraliśmy z żoną klucze do naszego wymarzonego mieszkania. I mimo, iż była to fatalnie wykończona klitka byliśmy szczęśliwi, że jesteśmy na swoim, że to na nasze, własne mieszkanie. Dopiero po latach przyszła refleksja, że to nie to, że tak nie można przecież żyć, że nasze dzieci powinny żyć inaczej – lepiej. Dlatego obiecałem sobie, że moja córka będzie mieszkać normalnie. To znaczy w normalnym domu, gdzie są normalne pokoje i normalna kuchnia. Kiedy po latach transformacji nagle znaleźliśmy się w innym świecie. W świecie bez nakazów, zakazów i wolnego wyboru, normalnego życia, pierwszym naszym postanowieniem był zakup normalnego mieszkania. Nie było to łatwe. W komunie nie dorobiliśmy się kokosów. Nie mieliśmy pieniędzy na to, aby naszej dorosłej córce kupić własne cztery ściany. Nie było nas po prostu na to stać. Ale mogliśmy wziąć kredyt. To była nasza jedyna szansa, aby nasze dziecko żyło inaczej. Bez ciasnych pokoi i ciemnej kuchni. Dlatego zdecydowaliśmy się wziąć kredyt mieszkaniowy. W bankach informowano nas, że oczywiście możemy wziąć kredyt, ale pod zastaw naszego mieszkania. Dopiero później okazało się, że to za mało. Na szczęście żona miała jeszcze po rodzicach mały dom na wsi. Ten dom również został hipotecznie zastawiony. Ale wreszcie mogliśmy wziąć pożyczkę na mieszkanie dla naszego dziecka. W tym czasie córka wyszła już za mąż i mieszkaliśmy razem. Tak naprawdę wszyscy czekaliśmy na kupno tego nowego mieszkania. W banku, w którym miałem wziąć kredyt miałem również założone kilka lat temu swoje konto bankowe. Może i dlatego przy negocjacjach bank nie robił mi większych problemów. Chociaż bankowi nie wystarczało jako zabezpieczenie nasze mieszkanie z wielkiej płyty. No cóż nie dziwię się bankom, które przede wszystkim myślą o swoim interesie. Taki właśnie jest wolnorynkowy świat. Należy jednak oddać sprawiedliwość i mojemu bankowi, który z racji, iż miałem w tym banku konto bankowe potraktował mnie ulgowo. Krótko mówiąc kredyt hipoteczny jaki wziąłem w moim banku wyniósł mnie taniej, niż gdybym go brał w innym banku. W końcu ważne jest, że moja córka mogła zamieszkać w nowym mieszkaniu, w przestronnych dużych pokojach oraz jasnej kuchni. To jest właśnie normalne życie, którego my z żoną niestety nie mieliśmy.

Comments are closed.