Hipoteczny tak ale nie w dojcze
Rynek kredytów hipotecznych był zawsze rynkiem niezwykle chłonnym. Klientów bankom nigdy nie brakowało, zadowolone więc były i banki i ich klienci. Klienci z wiadomych powodów, ponieważ kredyt hipoteczny dla osób fizycznych najczęściej był jedynym sposobem na własne cztery kąty. Przed kryzysem nie było specjalnych problemów z uzyskaniem takiego kredytu, później już wszystko nie było takie proste. Wprawdzie o kredyt hipoteczny dla osób fizyczny było o wiele łatwiej niż na przykład dla firm /szczególnie deweloperzy mieli utrudnione zadanie/ to jednak warunki jakie stawiały przed klientami banki często były dla nich nie do przyjęcia. Mimo to wniosków o kredyty hipoteczne w bankach nie brakowało. Sytuacja w jakiej znaleźli się klienci dawała tym razem przewagę bankom i to one teraz dyktowały warunki. Klient nie miał zbyt dużego wyboru. Dlatego coraz trudniej klientowi było się z bankiem dogadać, czyli spełnić jego wszystkie zachcianki. Przykładem braku szacunku dla klienta niech będzie opisana w gazecie bankowej przygoda jednego z klientów z deutsche bankiem.
Doutsche bank miał wśród klientów opinię solidnego banku z kilku powodów. Solidność niemiecka jest ogólnie znana na całym świecie, nikt nikogo jeszcze w tym banku nie oszukał, poza tym nawet, jeżeli w banku tym warunki były nieco ostrzejsze, a na decyzję trzeba było nieco dłużej poczekać, to klient przynajmniej miał pewność, że stawia na dobra kartę i nie zostanie oszukany. Jak się okazało do czasu. Otóż klient, który opisuje swoją historię twierdzi, że jego przygoda z bankiem nie wyglądała już tak różowo. Współpraca naszego klienta z deutsche bankiem trwała niemal 9 miesięcy. W tym czasie klient złożył w tym banku wniosek o kredyt hipoteczny dla osób fizycznych, ponieważ uważał, że oferta tego banku była dla niego najkorzystniejsza. Klient zaznaczył, że maksymalna zdolność kredytowa w znacznym stopniu przekraczała sumę kredytu, a wskaźnik LTV/ stosunek wartości kredytu do wartości zabezpieczenia kredytu hipotecznego/ wynosił 40%. Jedyna trudnością, o ile można nazwać to trudnością, było rozbicie pożyczanej kwoty na dwa kredyty. Na pierwszy kredyt klient złożył wniosek w styczniu, na drugi w maju. I tu zaczęły się schody. Pierwszy wniosek bank rozpatrywał 3 miesiące, ale na tym oczywiście się nie skończyło. Ciągle brakowało jakichś dokumentów, ciągle analityk miał jakieś problemy, na pytanie nie potrafił dać konkretnej odpowiedzi o co mu chodziło, w końcu jednak klient otrzymał pierwszą transzę ale nie tyle o ile wnioskował. Z drugim zaczął się cyrk. Sytuacja podobna, bowiem, mimo, iż bank miał już wszystkie informacje na temat klienta, ciągle czegoś tam od niego żądał. W końcu kazał zrobić nowy operat, mimo, iż poprzedni wykonano pod dyktando banku. Klient jednak i to zrobił, złożył jeszcze raz wszystkie dokumenty w banku i czeka. Na pisma bank nie odpowiada. Klient czeka już trzy miesiące i nadal nic. Teraz zastanawia się nad zmianą banku.