Czy rzeczywiście bez zabezpieczeń?
W ofertach bankowych bardzo wiele jest ofert: szybkich, tanich i bezpiecznych kredytów. Zaliczyć do nich można, przynajmniej takie jest zdanie banków, tak zwane kredyty bez zabezpieczeń. Prawda to czy fikcja?
Raczej to drugie, bowiem powinno się dodać słowo „dodatkowych”. Czyli będą to już nie kredyty bez zabezpieczeń, ale kredyty bez dodatkowych zabezpieczeń. Słusznie napisał jeden z portali finansowych, iż zazwyczaj banki nie są skłonne do udzielania kredytów bez dodatkowych zabezpieczeń takich jak chociażby weksle, poręczenia cywilne, poddanie się egzekucji, zastaw lub zastaw rejestrowy/ w przypadku kredytu samochodowego/, czy hipoteka. Jednakże istnieją pewne produkty bankowe, z których można skorzystać przy zastosowaniu relatywnie niewielu formalności. Do takich produktów banki zaliczają tzw. szybkie kredyty bez zabezpieczeń. Na przykład Dominet Bank w swojej ofercie podkreśla, że decyzję o przyznaniu kredytu klient otrzymuje już w pięć minut, a bankowi ma wystarczyć tylko dowód osobisty! Ponadto kredytobiorca może liczyć nawet na 75 tysięcy złotych, a ich spłata będzie rozłożona na 5 lat. Tylko, że pod tą samą ofertą napisaną bardzo dużymi literami jest dopisek, bardzo małymi literami o tym, że bank zastrzega sobie prawo do zażądania od klienta dodatkowych dokumentów. Ot i wszystko na ten temat.
W ofertach bankowych szybkich, tanich kredytów i do tego bez zabezpieczeń, doczytać się można, że są one udzielane niemal wszystkim, którzy tylko mają na to ochotę. A więc mogą je otrzymać: pracujący, emeryci i renciści osoby fizyczne i prawne, firmy małe i firmy duże i banki przy tym nie chcą od nich żadnych zabezpieczeń. Ale żądają od tych starających się o kredyt: zaświadczeń o okresie zatrudnienia i wysokości średniego miesięcznego wynagrodzenia, emeryci mają dostarczyć ostatnią decyzję o przyznaniu świadczenia emerytalnego, renciści ostatni odcinek renty, prowadzący gospodarstwa rolne zaświadczenia z UG o posiadaniu takiego gospodarstwa rolnego a z KRUS o opłacanych składkach oraz ostatniego dowodu opłaty podatku rolnego, od prowadzących działalność gospodarczą wpisu do rejestru, opłaty składek oraz zaświadczenie o przychodach z ostatnich 6 miesięcy itd., itp. Jakby tego było mało bank zastrzega sobie prawo, iż może zażądać zaświadczeń o innych źródłach dochodu potencjalnego kredytobiorcy. Tak przynajmniej jest w Lukas Banku. Ale nie oszukujmy się takich zaświadczeń żądają również w innych bankach. Podobna sytuacja jest z każdym kredytem, a już o kredytach hipotecznych bez zabezpieczeń klient może zapomnieć. Taka opcja zupełnie nie wchodzi w rachubę. Mało tego teraz w dobie kryzysu banki żądają dodatkowych zabezpieczeń a i tak nie ma pewności, że kredytu hipotecznego udzielą. Dlatego żądając zaświadczeń o dochodach banki zabezpieczają swój interes. Bo czyż nie jest zto abezpieczenie banku? Nikt nie wymaga, aby banki zajęły się rozdawnictwem swoich pieniędzy, tylko po co wypisywać i wprowadzać ludzi w błąd pisząc o kredytach bez zabezpieczeń. Czy nie lepiej byłoby napisać, bez dodatkowych zabezpieczeń ?